2.11.11

Ulotne posmaki..


Mała, dotąd nieznana przeze mnie ulica „Koci szlak” dała mi więcej radości, niż niejedna sukienka. Choć większość kotów siedziała dumnie na płocie spoglądając tylko obojętnym wzrokiem, to szelest liści, który okazał się gromadką małych kociaków biegnących w moją stronę była zdecydowanie najlepszą rzeczą, jaka mnie ostatnio spotkała. Taka zwierzoterapia.











photos by Sebastian Zawalski

6 komentarzy:

  1. rany, a gdzie jest taka magiczna ulica?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. W Łodzi na Księżym Młynie.

    OdpowiedzUsuń
  3. uśmiechnięte zdj z kotami jest boskie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. oo też chcę takie miejsce u mnie w mieście ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Interesujący blog, bardzo miło mi się go czyta, zdjęcia świetne!Słodkie kociaki;)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń